Tajlandia cz.I – Pattaya. Co warto zobaczyć? Jak smakuje słynne street food?

Witajcie kochani. Wraz z nowym tygodniem rozpoczynam serię wpisów z naszych cudownych wakacji.
Tajlandia to zdecydowanie turystyczny hit, który zachwyca każdego. Wyśmienite jedzenie, piękne, piaszczyste plaże, lato trwające wieczność, owocowy raj, masaże za grosze oraz nad wyraz życzliwi i pomocni Tajowie. Mam nadzieję, że Azja znajdzie się jeszcze na naszej must see liście, jednak póki co będę tam wracać wspomnieniami i postami na blogu. Zapraszam Was na wirtualną wycieczkę po Tajlandii.
Na pierwszy ogień – Pattaya, czyli miejsce, gdzie spędziliśmy pierwsze 3 dni naszych wakacji. „Dlaczego Pattaya?” Bardzo często słyszeliśmy te pytania od polskich turystów poznanych np. na lotnisku, czy Phi Phi. O ile w nocy rządy obejmują prostytutki i szczury (tak, szczury – nigdy nie widziałam w jednej chwili takiej ilości tych paskudnych stworzeń, co pierwszej nocy na plaży nieopodal walking street!) o tyle w dzień miasteczko naprawdę robi wrażenie. To właśnie w Pattaya mieliśmy okazję przyjrzeć się życiu codziennemu Tajów,  spróbować słynnego street foodu, czy pójść na tajski masaż.

DSC_1312
DSC_1295

DSC_1291

DSC_1332
DSC_1377

Transport

Tajlandia to miasto skuterów i taksówek. Turkot tych małych silniczków słychać non stop. Jest to bez wątpienia najlepszy sposób na szybkie przedostanie się z punktu A do punktu B w kraju wiecznego zamieszania i chaosu. Skuterem niestety nie mieliśmy okazji się przejechać, ale po dwóch tygodniach „wożenia się” mieliśmy dość taksówek, nieustannego targowania się o cenę i szukania samochodu na min. 6 osób 😉 Oczywiście przejażdżka słynnym Tuk – Tukiem pędzącym o kilkanaście km/h za szybko należała do najfajniejszych.

DCIM100MEDIA
Handlarzy można spotkać na każdym kroku – nie tylko w formie stacjonarnej. Mają niewątpliwie najlepszą poruszającą się reklamę i bezpłatne „dostawy” do ulicznego klienta. Widząc kobietę niosącą na barkach kilka dobrych kilogramów naprawdę ciężko się nie zlitować i nie dać jej zarobić.

DSC_1368

DSC_1306
DSC_1314

DSC_1313
DSC_1330
Jedzenie

Przed wyjazdem każdy powtarzał nam, że jedzenie w Tajlandii jest wyśmienite – mieli rację. Już pierwszego dnia w restauracji,przeglądając menu dostaliśmy oczopląsu, a nasze kubki smakowe oszalały. Pad Thai (smażony makaron z krewetkami lub kurczakiem), zupy Tom Yum, Green, Red lub Yellow Carry, krewetki tygrysie na milion sposobów, kraby, kalamary i ośmiornice..  Na niektórych talerzach codziennie królowały owoce morza, ja jednak pozostałam wierna zupom z kurczakiem i curry.
Kiedyś zastanawiałam się, jak można codziennie chodzić do jednej i tej samej restauracji na śniadanie, obiad i kolację, skoro wokół taki wybór. Teraz wiem, że można. Beer Garden to zdecydowanie najlepsza jadłodajnia do jakiej trafiliśmy. Część jest usytuowana na wodzie, stąd widoki zapierają dech w piersiach.

DCIM100MEDIA

DCIM100MEDIA

DCIM100MEDIA

IMG_1760

Tego smaku brakuje mi najbardziej 😉

IMG_1774

Mój faworyt – Green curry z kurczakiem

DCIM100MEDIA

DCIM100MEDIA

Początkowo na uliczne jedzenie patrzeliśmy z pewnym dystansem, dość sceptycznie. W głowie krążyło milion myśli na temat zasad czystości, czy aby na pewno to coś jest jadalne, kiedy ta patelnia była myta. Przełamaliśmy się dopiero trzeciego dnia i absolutnie niczego nie żałowaliśmy – smakowało wyśmienicie, problemów żołądkowych też nie było. Pan w swojej mobilnej budce potrafił wyczarować cuda. Zaledwie w 5 min przyrządził nam najlepsze naleśniki z owocami, jakie kiedykolwiek jedliśmy – mój faworyt to ten z dodatkiem bananów i nutelli 😉

DSC_1360

DSC_1357

Pierwszego dnia po męczącej podróży udaliśmy się na prawdziwy tajski masaż, przyglądaliśmy się życiu mieszkańców, rozkoszowaliśmy się tajskim jedzeniem, natomiast drugiego i trzeciego dnia postanowiliśmy ‚zaliczyć’ pobliskie atrakcje znajdujące się nieopodal miasteczka.

Tiger zoo
(wejście płatne 450 THB, czyli ok. 50zł)

DCIM100MEDIA

DSC_1455

Crocodile show – jak dla mnie nic specjalnego, sposób na dobry zarobek kosztem niewinnych zwierząt.

DSC_1641
collage2
DSC_1420
DSC_1410

DCIM100MEDIA

DCIM100MEDIA

Underwater World
(wejście płatne 500 THB)

DSC_1688

DSC_1700

Możliwość nurkowania z rekinami.

collage3

Za 20 THB można kupić pokarm dla rybek rozcieńczony z wodą i karmić buteleczką 😉

DSC_1685

 

Sahara zoo
(wstęp bezpłatny)

DCIM100MEDIA

DCIM100MEDIA

DCIM100MEDIA

Zaraz po małpkach moje ulubione zwierzątka w Tajlandii. Banany pochłaniały w olbrzymich ilościach, ciągle im było mało i swoją przesłodką trąbą prosiły o więcej 😉

Podsumowując – 3 dni w Pattaya zdecydowanie wystarczą. Nie jest to jakieś olbrzymie miasteczko, wszystko skumulowane w ścisłym centrum wokół walking street. Nie ma absolutnie żadnych problemów z komunikacją, taksówkarze czyhają na nas  wszędzie, ewentualnie można wskoczyć do pędzącego ulicą tuk tuka, który akurat zatrzymał się, żeby wysadzić pasażerów. Jeżeli chodzi o noclegi, zatrzymaliśmy się w hotelu Sun X-clusive, który równie jest godny polecenia – przystępna cena oraz idealna lokalizacja.
Już w następnym wpisie z tej serii zabiorę Was do prawdziwego raju. Niebiańskie plaże, gdzie kiedyś wylegiwał się Leonardo di Caprio, plaża z moimi ukochanymi małpkami czy snurkowanie z rekinami – o tym już wkrótce. Do następnego!

DSC_1278
DSC_1245
DSC_1231
DSC_1256