Tajlandia cz. 2 – Ko Phi Phi Don, kokosy o poranku i plaża z małpkami

Po trzech dniach aklimatyzacji w Pattaya postanowiliśmy poznać prawdziwą Tajlandię – do tej pory znaną nam tylko z pięknych internetowych zdjęć i reklam biur podróży. Jednogłośnie padło na tzw. supergwiazdę – zespół dwóch wysp Phi Phi, położonych na zachodnim wybrzeżu, w południowej części Tajlandii. Odkryte zaledwie 30 lat temu stanowiły kwintesencję raju na ziemi. Z czasem zaczęły przybywaćtłumy ludzi z najdalszych zakątków ziemi i stopniowo (nieświadomie?) niszczyć to, co stworzyła przyroda. Dodatkowo  Tsunami (grudzień 2004r.) dokonało tu tragicznego spustoszenia, po którym obecnie nie ma już żadnego śladu, a strumień turystów płynie wartko każdego miesiąca.
Drogę z Pattaya do Bangkoku (lotnisko) pokonaliśmy taksówką, skąd liniami AirAsia polecieliśmy do Krabi. Kolejno samolot zamieniliśmy na statek i dotarliśmy bezpośrednio na wyspę.
DSC_1853
DSC_1873
DSC_1871
DSC_1838
DSC_1832

Cały archipelag składa się z kilku wysp, jednak najsłynniejsze, to: Phi Phi Leh (mała) i Phi Phi Don (większa). Mniejsza, niezamieszkiwana składa się w zasadzie z jednej wielkiej skały wystającej nad powierzchnię lazurowego morza. Urzeka przede wszystkim nieskażonym pięknem. Niestety nie można tego powiedzieć o większej wyspie, która została zabudowana wszystkim, co turystyczne (ośrodki wypoczynkowe, restauracje, dyskoteki). Należy ona do najbardziej rozrywkowych w całej Tajlandii. To własnie na tej osadzie bez dróg spędziliśmy 6 dni naszych wakacji.
Z racji, że zdjęć zgromadziliśmy bardzo dużo, a nie chcę Was zanudzić półgodzinnym wpisem, całość podzieliłam na dwie części – Phi Phi Don i Phi Phi Leh. Rozpocznę od tej bardziej cywilizowanej, większej, gdzie spędziliśmy w zasadzie cały pobyt.
Pierwszego dnia po całonocnej podróży, postanowiliśmy odpocząć, stąd dzień ten należał do mało aktywnych – spędzony na plaży przy totalnym odpływie.

IMG_2248
IMG_2270
IMG_2291

Kolejnego dnia postanowiliśmy wypożyczyć kajaki i na własną rękę zapoznać się okolicą. Po kilkunastominutowym „rejsie” trafiliśmy na Monkey Beach. Rządy obejmują tam małpki, które żyją z tego, co zdołają ukraść zachwyconym nimi turystom. O ile na większe, cwane małpy trzeba uważać, o tyle małe są naprawdę słodkie. Zachęcone soczystym bananem lub wodą skłonne są nawet wejść na ręce i rozpocząć konsumpcję. Przyznam szczerze, że spośród sporej liczby turystów, robiących im niezliczoną ilość zdjęć tylko my skusiliśmy się podejść bliżej, a nawet dotknąć te stworzonka. Poniżej kilka zdjęć,na których bez problemów zgadniecie, kto został ich największym przyjacielem 😉

DSC_1180
DSC_1148
DSC_1154
DSC_1204
DSC_1647
DSC_1635
collage

Cała wyspa na pierwszy rzut oka przypomina nasz wakacyjny kurort w Mielnie, czy Skorzęcinie. Wiecznie trwające imprezy, restauracje, bary i stragany na każdym rogu. Dodatkowym urozmaiceniem są niezliczone ilości salonów z prawdziwym azjatyckim masażem na które uśmiechnięte Azjatki serdecznie zapraszają. Równie często można spotkać „studio” tatuaży. W końcu Tajlandia należy do jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc, jeżeli chodzi o tego typu zabiegi. Niestety standardy daleko odbiegają od naszych- europejskich. Ja osobiście, jako straszna panikara, myjąca ręce kilkanaście razy na dobę na pewno nie zdecydowałabym się tam na tego typu eksperyment.

DSC_1374
DSC_1378
DSC_1426
DSC_1427
DSC_1423
O ile w Pattaya uparliśmy się na jedną restaurację, o tyle na Phi Phi strasznie eksperymentowaliśmy. Każdy posiłek w innym miejscu, każdego dnia inne danie.

Red curry

Green curry

DSC_1348

DSC_1345

Yellow curry

DSC_1406

DSC_1409

DSC_1491

DSC_1338

Przy 35 stopniach mrożona kawa smakowała wyśmienicie!

Pozostając w temacie jedzenia i picia. Na Phi Phi jak i zapewne w innych rejonach Tajlandii bardzo popularne są tzw. wiadra, czyli mieszanka alkoholów z napojem i lodem. Któregoś wieczoru skusiliśmy się na ten specyfik. Dosłownie w 3 min wszystko było gotowe do spożycia.

DSC_1475
DSC_1438
DSC_1441

Temperatura każdego dnia sięgała 35, dlatego większość czasu spędzaliśmy na plaży, chłodząc się w morzu od zewnątrz i pysznym kokosem od wewnątrz 😉

DSC_1238
DSC_1619
DSC_1623

DSC_1267
DSC_1290
DSC_1326
DSC_1324
DSC_1265

Już w następnym wpisie zabiorę Was do prawdziwego raju, gdzie przyroda żyje swoim życiem i to w tym wszystkim jest najpiękniejsze. Zostańcie ze mną, a tym czasem zachęcam Was do pozostawienia kilku zdań w komentarzach 😉

DSC_1849