Tajlandia cz. 4 – One night in Bangkok

Bangkok  ostatni punkt naszych azjatyckich wakacji, na który najlepiej przeznaczyć pierwszy dzień, zaraz po przylocie albo jeden z ostatnich przed wylotem. Jest to ogromne miasto, które niesposób ogarnąć – przynajmniej nam się to nie udało. Nie zamierzaliśmy też tracić na niego więcej dni kosztem malowniczych widokow na Phi Phi. Miejsce wiecznego zamieszania i chaosu wcale nas nie porwało, więc „odhaczyliśmy” tylko najważniejsze miejsca z gorącej listy. Do Bangkogku dotarliśmy późnym wieczorem, stąd udaliśmy się prosto do hotelu, a następnego dnia rozpoczęliśmy podbijanie miasta. Po półgodzinnej męczarni z złapaniem taksówki (hotel na obrzeżach w tak ogromnym mieście nabiera zupełnie innego znaczenia), której kierowca wie, gdzie znajduje się słynne miejsce o nazwie „Wat Pho” ruszyliśmy w drogę.

DSC_1978
1. Świątynia leżącego Buddy – jak się później okazało, najlepiej dotrzeć tutaj tramwajem wodnym, wysiąść przy pirsie Tha Thien, przejść przez targ, krótką ulicę i jest się u celu. Podobno w 1962r. utworzono tutaj akademię tajskiej medycyny naturalnej i słynną szkołę masażu. W świątyni znajduje sie ponad 1000 wizerunków Buddy; najważniejszym i jednocześnie największym jest oczywiście Leżący Budda. Posąg ma 46 m długości i 15 m wysokości. Uchodzi on za jeden z kilku symboli Bangkoku. Przechadzając się wzdłuż posągu szczególną uwagę zwracają Tajowie i podążający ich śladem turyści wrzucający do ustawionych w rzędzie 108 (od 108 symboli i stopni buddyjskiego oświecenia) skarbonek po jednej monecie. Ma to zapewnić szczęśliwe życie.

DSC_1911

DSC_1912

DSC_1886

DSC_1887

DSC_1975

Cały kompleks budynków świątynnych zachwyca blaskiem złota, a także misternymi ozdobami.

DSC_1980
2. Wycieczka po kanałach kolorowymi łodziami hang yao

Kanały (klongi) stanowiły kiedyś podstawę systemu komunikacyjnego całego Bangkoku, stąd miasto zostało mianowane hasłem „Wenecja Wschodu”. Dodatkowo pełniły funkcję handlową, służyły jako miejsca kąpielowe, a także niestety jako ścieki. Dziś niewiele im pozostało z przeszłości, stanowią jednak wielką atrakcję turystyczną. Godzinną przejażdżkę można wykupić przy każdym większym pirsie, np. Chang, Maharaj i co najważniejsze targować się o cenę, nam udało się zbić o połowę 😉

DSC_0127

DSC_0124

DSC_0025

DSC_0092

DSC_0054

DSC_0045

DSC_0133

DSC_2049

DSC_2056

Niektóre widoki naprawdę zapierają dech w piersiach. Ciężko uwierzyć, że w tych rozwalających się domach żyją na co dzień ludzie.

DSC_2052

DSC_2079

DSC_2135

Handel na wodzie funkcjonuje nadal, jest on jednak zdecydowanie mniej popularny od tego ulicznego.

DSC_2137

DSC_2138

3. Krótki spacer ulicami Bangkoku i przejażdżka Tuk – Tukiem

DSC_0154

DSC_0152

DSC_2008

Resumując – Bangkok to miasto ogromnego kontrastu. Pięciogwiazdkowe hotele, luksusowe restauracje i drapacze chmur po jednej stronie sąsiadują z biednymi i brudnymi dzielnicami z nad przeciwka, wypełnionymi przeróżnymi smakami i dźwiękami, a także wykrzywiającymi nos zapachami. Mam świadomość tego, że w Bangkoku zobaczyliśmy 1/5 tego, co zobaczyć warto, jednak nie czujemy niedosytu, 6 fantastycznych dni na malowniczym Phi Phi rekompensuje nam wszystko.
Tym wpisem kończę naszą dwutygodniową przygodę w Tajlandii, były to bez wątpienia cudowne wakacje. Polecam ten kraj każdemu, kto chciałby poznać inną kulturę, inny świat, ale też trochę odpocząć.

Przydatne wskazówki:

DSC_1154

Lot do Bangkoku (nie potrzeba wizy) z przesiadką w Chinach (ok. 18h) kosztował nas około 2000zł. Wiem, że można kupić jeszcze taniej, należy jednak bacznie śledzić oferty.
Lecieliśmy liniami Air China, na pokładzie mieliśmy 2 ciepłe posiłki i open bar przez całą podróż. Jak najbardziej mogę polecić te linie lotnicze.
W Tajlandii czas liczony jest + 5h do przodu. Najlepszy okres na odwiedzenie tego kraju to czas od listopada do lutego, gdyż panuje tam pora sucha i ciepła, najbardziej przyjazna turystom. W tym okresie temperatury oscylują w granicach 35 stopni, więc nie jest tak upalnie, jak w miesiącach letnich i co najważniejsze zdecydowanie rzadziej pada deszcz. Nas nie spotkał ani razu, a naprawdę czasami modliliśmy się o chwilową ulgę w postaci kapuśniaczku 😉
Chętnie odpowiem na resztę, nurtujących Was pytań w komentarzach. Dodatkowo zapraszam Was na mojego instagrama tutaj, gdzie pod hasztagiem #emdinthailand możecie zobaczyć wszystkie, nieopublikowane tutaj zdjęcia. Do następnego!

  • Angelika Matusiak

    Super wpis😉😉😉czekam na kolejne podroze 😉😉😍😍 podroz zycia