Ulubieńcy kosmetyczni edycja zimowa

Blue Monday – najbardziej depresyjny dzień w roku. Źródła donoszą, że 11 lat temu Cliff Arnall, brytyjski psycholog, wyliczył, że najbardziej depresyjny dzień roku wypada w ostatni poniedziałek pełnego tygodnia stycznia, czyli dziś. Sposobów na  chandrę jest naprawdę dużo. Jednak nie oszukujmy się – kobietom oprócz zakupów nic tak nie poprawi humoru jak domowe spa, delektowanie się zapachami i pielęgnacja całego ciała. W związku z tym przygotowałam dla Was wpis z ulubieńcami kosmetycznymi ostatnich miesięcy, aby przy następnej chandrze choć trochę Was wesprzeć 😉 Z racji, że mój tegoroczny kalendarz adwentowy w większości wypełniły kosmetyki do toaletki wpadło sporo perełek. Reszta ulubieńców towarzyszy mi już dłuższy czas, jednak czekałam na odpowiedni moment, potrzebowałam kilku miesięcy, aby zarówno Was, jak i siebie nie rozczarować efektem.

DSC_1855


Maseczka rozświetlająca Ole Henriksen
 bezkonkurencyjny numer jeden na mojej kosmetycznej półce. Oddałabym wszystkie, dosłownie wszystkie kosmetyki za ten jeden produkt. Pamiętam, jak niespełna rok temu męczyłam się z ‚niegładką’ skórą twarzy, której chropowatość odczuwałam przy  każdym nakładaniu kremów czy podkładów. Pewnego dnia, zachęcona 20% rabatem w norweskim Douglas sięgnęłam po pomoc ekspedientki. Poleciła mi najbardziej popularną markę w Norwegii i zapewniła mnie, że nie będę żałować wydanych pieniędzy, ba wrócę po więcej produktów tej serii.
Ole Henriksen to firma duńska. Wszystkie ich produkty mają być jak najbardziej naturalne i bezpieczne dla każdego rodzaju skóry. Źródła donoszą, że wielkimi fanami tej marki są m.in.: Renee Zellweger, Jessica Alba i Kylie Minogue.
W skład maseczki wchodzą kwas glikolowy, mlekowy oraz AHA, a także łagodzący i nawilżający ekstrakt z alg. Wystarczy nałożyć cieniutką warstwę na ok 10 minut, zmyć wodą i podziwiać efekt. Skóra jest wyrównana, ujednolicona i odnowiona już po drugim użyciu. Niestety ze względu na silne działanie maseczki proponuję używać jej max. dwa razy w tygodniu. Podekscytowana pierwszymi efektami, chcąc przyspieszyć działanie nakładałam ją co drugi dzień, co w konsekwencji odczułam nadwrażliwością skóry (uczucie lekkiego poparzenia)DSC_1862Mini wersja klik

Pianka oczyszczająca Estee Lauder – to, że kocham Estee Lauder wiecie nie od dziś. Postanowiłam iść za ciosem i uzupełnić kosmetyczkę o kolejne produkty tej marki. Kremowa formuła przy pierwszym kontakcie z wodą zamienia się w oczyszczającą piankę usuwającą makijaż i zanieczyszczenia. W konsekwencji otrzymujemy efekt zdrowej i promiennej cery. Używam jej codziennie do wieczornej pielęgnacji. Piankę można również stosować 2 razy w tygodniu jako 3-minutową maseczkę oczyszczającą.

Płyn do demakijażu – to pierwszy z produktów, który znalazłam w moim adwentowym kalendarzu. Świetnie radzi sobie z mocnym makijażem, a co najważniejsze nie zostawia uczucia tłustej cery.DSC_1758

Pianka oczyszcająca – klik
Płyn do demakijażu – klik

 

Ziaja – jeden ze sklepów, który odwiedzam za każdym razem będąc w Polsce.  Drobnoziarnisty peeling w delikatnym i pachnącym żelu to wisienka na torcie podczas moich wieczornych rytuałów. Łatwo i szybko oczyszcza skórę, zapobiegając powstawaniu zaskórników. Świetnie radzi sobie z zanieczyszczeniami i martwymi komórkami naskórka. Bardzo niska cena jest dodatkowym plusem.
DSC_1783


B
iosiarczkowa maska oczyszczająco-wygładzająca
– aby moja skóra nie przyzwyczaiła się do jednego kosmetyku i leniwie przestała współpracować funduję jej co kilka tygodni małą odskocznię. Maseczka firmy BALNEOKOSMETYKI z uwagi na rzadką konsystencję bardzo dobrze się rozprowadza i pięknie pachnie – czego nie możemy powiedzieć o Ole Henriksen. Nie tworzy też charakterystycznej dla innych firm skorupy, a chwilę po nałożeniu czujemy delikatne mrowienie, które jest gwarancją działania produktu 😉
Woda siarczkowa, biała glinka, borowina, ekstrakt z kory wierzby – dokładnie oczyszcza skórę, usuwając toksyny i zanieczyszczenia, a także odblokowuje i zwęża rozszerzone pory, zapobiegając powstawaniu wykwitów trądzikowych i zaskórników. Dodatkowo doskonale wygładza oraz łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, poprawiając wygląd i koloryt skóry. 

Jej młodszy brat peeling, przeznaczony do całego ciała wyśmienicie oczyszcza skórę pozostawiając ją miękką i odżywioną.
Produkty w 100% naturalne, bardzo przystępne cenowo o uwodzicielskim, cytrusowym zapachu.. z czystym sumieniem polecam!
DSC_1842

biosiarczkowa maseczka oczyszczająco – wygładzająca klik
biosiarczkowy żel peelingujący – klik

Kolejny norweski ulubieniec zajmujący honorowe miejsce w każdej drogerii – szampon + odżywka BED&HEAD. Ah jakie było zdziwienie, kiedy podczas ostatniej wizyty w salonie fryzjerka stwierdziła, że moje włosy są w bardzo dobrej kondycji. Szampon stosowany razem z odżywką świetnie wygładza, odżywia, a co najważniejsze nie obciąża naszych włosów. Dodatkowo pięknie pachnie, a zapach utrzymuje się naprawdę bardzo długo 😉
DSC_1844

szampon + odżywka  klik

Największy poranny przyjaciel, kiedy łóżko nie chce wypuścić ze szponów, a alarm w telefonie nagle przestaje dzwonić  – suchy szampon AUSSIE 😉 Testowałam już wiele firm, lecz do produktów Aussie wracam najczęściej. Świetnie radzą sobie w sytuacjach awaryjnych nie pozostawiając na włosach białego/siwego nalotu.DSC_1786

Czerwień i nude – dwa kolory, które najczęściej goszczą na moich ustach. Kolejne produkty od Estee Lauder, które znalazłam w adwentowym kalendarzu i pokochałam od pierwszego użycia. Jem, piję, rozmawiam, a pomadka nie znika z ust. Lekka i wysoko nasycona pigmentami formuła rozprowadza się za jednym pociągnięciem sztyftu, zapewniając równomierną warstwę nasyconego, ultra-matowego koloru.
DSC_1810

Estée Lauder Feeria barw Envious klik

DSC_1809

Estée Lauder Feeria barw Discreet klik

Kolejne świąteczne cuda znalezione w kalendarzowych paczuszkach – balsam do ciała i kremy do rąk The Body Shop. Coconut, Shea, Almond – chyba nie muszę nic więcej pisać 😉 istny raj dla zmysłów.
DSC_1814

Nie od dziś wiadomo, że razem z Narzeczonym uwielbiamy podróżować. Szybki makijaż w lotniskowej toalecie nie jest mi obcy. Z reguły mam ogromny problem zmieścić wszystkie ciuchy w podręcznej walizce, nie wspominając o kosmetykach. Czekając na lot powrotny z Amsterdamu standardowo „dla zabicia czasu” przechadzałam się po sklepach i natrafiłam na miniaturowe wersje kosmetyków do demakijażu, szczoteczkę i chusteczki odświeżające firmy HEMA. Są na tyle małe, że bez problemu znajduję dla nich miejsce w torbie, dodatkowo nie muszę się już martwić nieświeżym makijażem, czy zmęczoną skórą twarzy podczas podróży.
DSC_1793

 

Dajcie znać w komentarzach jakie zimowe perełki zagościły w Waszych kosmetyczkach. Do następnego!