Weekend w Rzymie

„Możesz zacząć pakowanie. W piątek o 18 odlatuje Twój urodzinowy prezent” – takim sposobem 25 urodziny świętowałam w najpiękniejszym (jak dotychczas) mieście europejskim. Moje podekscytowanie sięgnęło zenitu. Zaraz po przylocie rzuciliśmy walizki i pobiegliśmy na prawdziwą włoską pizzę (na dwa dni zapomniałam o swoim zdrowym odżywianiu), a później spacerowaliśmy po mieście do 2 w nocy.
Rzym w weekend? Choć każdy mówił, że to niemożliwe, nam się udało.  Jeśli wystarczy Wam kilka godzin snu i ubierzecie wygodne buty zobaczycie dosłownie wszystko, co pamiętacie z lekcji historii pt. „Starożytny Rzym”. Kwestię butów też się da przeskoczyć. Sprawdziłam to na własnym przykładzie, kiedy o  16 moje nogi odmówiły współpracy i nerwowo szukałam jakiegokolwiek sklepu obuwniczego. Pech chciał, że w sobotę wszystkie galerie już były zamknięte. Zdesperowana trafiłam do sklepu sportowego i z wielkim bólem (nie tylko nóg) musiałam wydać prawie €60 na piękne, wygodne, sportowe Nike. Jednak kto by się tym przejmował, kiedy na mapie zostało jeszcze kilka punktów do odhaczenia, a dodatkowa para obuwia w damskiej garderobie to przecież żaden grzech.

Prawdziwe odkrywanie miasta rozpoczęliśmy w sobotni poranek. Nasz hotel znajdował się na przeciwko Coloseum (lepiej trafić nie mogliśmy! :)) punkt ten na mapie oznaczyliśmy jako A.
Colloseum, Forum Romanum i Palatyn leżą bardzo blisko siebie, a do ich zwiedzania upoważnia nas jeden bilet wart €12. Bilety można też zakupić online, jednak wtedy są €2 droższe. Długość kolejki do najbardziej obleganej atrakcji w Rzymie jest odwrotnie proporcjonalna do godziny (jednak jeszcze dłuższą spotkaliśmy w Watykanie). Należy przejść przez bramki niczym na lotnisku i jeśli nic nie „pika” możemy rozpocząć przygodę.
W rzeczywistości budowla ta robi niesamowite wrażenie. Jej obwód wynosi 524 m, a wysokość niemal 50 m. Amfiteatr był w stanie pomieścić 50 tysięcy osób i wykorzystywano go jako arenę walk gladiatorów oraz polowań na dzikie zwierzęta. Ustawiony wewnątrz krzyż ma upamiętniać czasy męczeństwa chrześcijan, jednak nie ma na to jednoznacznych dowodów.

DSC_1777

 

DSC_1772

collage

DSC_1800

Łuk Konstantyna Wielkiego

Kolejno udaliśmy się do miejsca, które bez wątpienia zrobiło na nas największe wrażenie – Forum Romanum. Główny polityczny, religijny, handlowy i towarzyski ośrodek starożytnego Rzymu, gdzie odbywały się największe uroczystości publiczne. Niestety w średniowieczu służył on jako kamieniołom, pastwisko i targ bydła, stąd został niesamowicie zrujnowany. Pomimo tego, dzięki pracom wykopaliskowym w dzisiejszych czasach jest on solidnym zbiorem historii.

DSC_1881

DSC_1866

DSC_1863

DSC_1860

DSC_1844

DSC_1897

Plac Wenecki (wł. Piazza Venezia) jest to jeden z głównych punktów orientacyjnych miasta. Do połowy XVI wieku budynek ten pełnił rolę rezydencji papieskiej. Obecnie pałac został przekształcony w muzeum z kolekcją zgromadzoną przez Pawła II. Na dziedzińcu pałacu znajduje się fontanna przedstawiająca zaślubiny Wenecji z morzem (doża rzucający pierścień).

DSC_1905

DSC_1926

DSC_1944

DSC_1951

Kolejnym punktem na naszej liście (w zasadzie Narzeczonego liście, gdyż tym razem była to niespodzianka i o kierunku lotu dowiedziałam się na lotnisku) była Fontanna di Trevi. Niesamowicie oblegane miejsce, gdzie zrobienie jakiegokolwiek „czystego” zdjęcia graniczyło z cudem. Zawsze z któregoś rogu wystawała czyjaś głowa bądź ręka.
Podobno to jedno z najczęściej wybieranych miejsc na zaręczyny – niczym wieża Eiffla w Paryżu 😉 Turyści, którzy w przyszłości chcieliby wrócić do Rzymu muszą wrzucić do fontanny drobne monety (przez ramię, do tyłu). Inna legenda dotyczy ilości wrzucanych monet – jedna ma zapewnić powrót do Rzymu, dwie – romans, trzy – ślub. Co jakiś czas władze miasta wyławiają pieniądze, które kolejno przeznaczane są na utrzymanie zabytków oraz na potrzeby biednych w Rzymie.

DSC_1999

DSC_1993

DSC_1972

DSC_1969

Kilka zdjęć zrobionych, przepyszne włoskie lody zjedzone – ruszamy dalej!

DSC_2087
DSC_2076
DSC_2060
DSC_2081

Przechadzając się pięknymi włoskimi uliczkami docieramy do Piazza di Spagna (Plac Hiszpański). Jeden z najsłynniejszych (wszystko tu jest naj – najsłynniejsze, najstarsze, najpiękniejsze) placów Rzymu. Przy nim znajdują się 137 – stopniowe schody z XVIII wieku. Na samym szczycie znajduje się kościół Trinita dei Monti (kościół św. Trójcy). W zależności od pory roku schody mają różne przeznaczenie. Latem odbywają się tu pokazy mody, a zimą w okresie Bożego Narodzenia na tarasie schodów znajduje się szopka. Na co dzień zdobią je przepiękne kwiaty.

 

DSC_2033

O ile na placu Weneckim był odgórny zakaz siadania na schodach, tak tutaj można siedzieć cały dzień (pod warunkiem, że znajdziemy wolne miejsce)

DSC_2019

DSC_2041

DSC_2043

Po tej atrakcji zrobiliśmy sobie małą przerwę na włoską kawę i tiramisu – tego smaku nie mogłam się doczekać 😉
Pragnienia zaspokojone, więc pędzimy dalej i odnajdujemy Panteon. Świątynia wzniesiona ku czci najważniejszych rzymskich bóstw. W VII wieku została zaadoptowana na kościół chrześcijański Najświętszej Marii od Męczenników. Podobno to jeden z najlepiej zachowanych zabytków starożytności w Europie.

DSC_2098
DSC_2101
DSC_2117
DSC_2124
DSC_2149
Plac Navona (wł. Piazza Navona) – czyli plac z trzema fontannami. Dawniej odbywały się tu wyścigi rydwanów oraz zawody atletyczne.

DSC_2189

DSC_2182

DSC_2167

DSC_2161

Następny etap wycieczki – spacer wzdłuż rzeki Tyber w kierunku Watykanu.

DSC_2224

DSC_2254

DSC_2260

DSC_2212

Z oddali widać kopułę Bazyliki Świętego Piotra.

Docierając do Watykanu zrozumiałam, dlaczego niemożliwym jest zwiedzenie Rzymu w weekend. Nie potrafiliśmy ogarnąć wzrokiem końca kolejki, a turyści uświadomili nas, że średni czas oczekiwania na wejście wynosi 2 godziny. Biorąc pod uwagę, fakt, że świątynia zamykana jest o godzinie 18 postanowiliśmy odpuścić i przyjść dnia następnego jeszcze przed otwarciem. Jednak w ostatniej chwili zauważyliśmy strażnika, który pilnował porządku i grzecznie ‚zagadaliśmy’ o której należy się jutro zjawić, a także czy jest szansa wejścia do środka jeszcze dziś. I w tym momencie (przyznam szczerze) mieliśmy DUŻOOO szczęścia,a raczej szczęście w postaci koleżanki mówiącej po włosku 😉 spodobaliśmy się Panu strażnikowi na tyle , że po 3 minutach znaleźliśmy się przed wejściem do świątyni. Nie wnikaliśmy w szczegóły, po prostu grzecznie pomaszerowaliśmy do bramek, jak nam nakazał.

DSC_2270

DSC_2293

DSC_2295

DSC_2407

DSC_2400

Straż papieska

Wstęp do bazyliki jest darmowy, jeżeli jednak planujemy wspiąć się na samą kopułę musimy zapłacić €6 (do pokonania mamy 537 schodów) bądź €8 (jeśli korzystamy częściowo z windy – czyli o 217 schodków mniej).

DSC_2392

Grób św. Jana Pawła II. Znajduje się po prawej stronie od wejścia do Bazyliki.

DSC_2377

Po pokonaniu 320 schodków docieramy na samą kopułę. Nie polecam przygody ludziom, którzy mają klaustrofobię bądź problemy z oddychaniem. Niesamowicie wąskie, przechylone tunele, tak że w pewnym momencie idziemy skośnie do poziomu. W połowie drogi sama zaczęłam się bać, jednak nie było odwrotu, gdyż ruch jest jednokierunkowy, a za nami idą kolejni turyści.

DSC_2338

 

DSC_2328

Panorama Rzymu. Widoki zapierające dech w piersiach.

DSC_2318
Wracając Watykanu odhaczyliśmy ostatni punkt na naszej liście Zamek Świętego Anioła ((wł. Castel Sant’Angelo) znajdujący się na nadbrzeżach Tybru. „W niespokojnym okresie średniowiecza mauzoleum zostało przeobrażone w twierdzę. Dobudowano wtedy narożne bastiony i otoczono zamek fosą. Twierdza broniła papieża i Bazylikę św. Piotra, otaczającą ją dzielnicę i cały Rzym.”

DSC_2255

DSC_2250

W tym miejscu zakończyliśmy nasze sobotnie odkrywanie miasta. Totalnie wykończeni udaliśmy się na prawdziwy włoski obiad – czyli znowu pizza i  przesiedzieliśmy tam co najmniej dwie godziny. Wieczorem postanowiliśmy zrobić drugą rundę, aby zobaczyć niektóre z zabytków w nocnym świetle. To właśnie wtedy odnaleźliśmy maleńką rzeźbę  wilczycy kapitolińskiej, karmiącej Romulusa i Remusa. Największe wrażenie wywarła na nas Fontanna di Trevi -niesamowicie oświetlona i bez tłumu turystów wygląda jeszcze piękniej.

Niedzielny poranek, szybkie śniadanie i ostatnia wycieczka po Rzymie. Tego dnia udało nam się zobaczyć Piazza della Repubblica (Plac Republiki) znajdujący się niedaleko dworca Termini.

DSC_2611

DSC_2599
Niestety na naszej liście zostały nieodhaczone Usta prawdy, jak i wiele innych fantastycznych miejsc. Jednak „zabezpieczyliśmy się” i wrzuciliśmy do Fontanny pieniążek, stąd w przyszłości na pewno tam wrócimy 😉 To był cudowny, lecz bardzo intensywny weekend. Biegaliśmy po mieście jak zaczarowani, aby zobaczyć jak najwięcej, jednak czasem musieliśmy zwolnić tempo, aby pozachwycać się dłużej, chociażby w Watykanie. Jeśli w Waszej głowie kłębi się weekendowy wypad, to z czystym sumieniem polecam Rzym. Totalnie zakochałam się w mieście, które kiedyś znalałam tylko z podręczników do historii i głęboko wierzę w to, że w przyszłości odwiedzimy je ponownie.

DSC_2543

Woda pitna dostępna w całym Rzymie. Moja nauka korzystania z tego urządzenia zakończyła się niepowodzeniem i odpuściłam, gdyż zamiast zaspokoić pragnienie odchodziłam cała mokra 😀

DSC_2512

Przydatne wskazówki:

  1. Nocleg – tym razem trafiliśmy na prawdziwą perełkę położoną 200m od Coloseum ze śniadaniami w cenie –  Royal Rooms
  2. Tranport z lotniska – po raz kolejny korzystaliśmy z firmy Terravision. Koszt z lotniska Fiumicino na dworzec Termini w Rzymie wynosił €4 (przy rezerwacji online cena jest niższa, a my unikniemy kolejek i mając dodatkowo pierwszeństwo przejazdu). Czas przejazdu ok. 60 min
  3. Jedzenie w restauracjach – zdecydowanie bardziej opłaca się jeść na obrzeżach, z dala od wszelkich atrakcji. Pizza przy samym Coloseum to koszt ok. €16, natomiast kilometr dalej jeszcze pyszniejszą dostaniemy za połowę ceny.
  4. Transport w Rzymie – cały Rzym przeszliśmy na piechotę, stąd w tym temacie niestety nie pomogę.