Co warto zobaczyć na Hawajach? / Samochodem po Oahu

Dokładnie 48 h trwał nasz książkowy honeymoon. Kolejne dni zdecydowanie aktywniejsze, pełne przygód i niezapomnianych wrażeń. O świcie odebraliśmy zarezerwowany wcześniej samochód i wyruszyliśmy w głąb wyspy. W dzisiejszym wpisie pokażę Wam najcudowniejsze zakątki Oahu, których absolutnie nie można pominąć będąc w tym fantastycznym miejscu.

Rejestracja samochodowa na Hawajach.

Koko Head, czyli godzinny trekking po starych torach kolejowych, gdzie na samym szczycie znajdowała się niegdyś baza wojskowa. Niestety wędrówka do łatwych nie należy. Po 20 minutach wspinaczki  częstotliwość przerw zdecydowanie wzrosła, a butelka wody skończyła się za szybko. Zdecydowanie odradzam wyprawę w największym słońcu i w niewygodnych butach. Zmęczenie zmęczeniem, słońce słońcem, jednak wisienką na torcie był fakt, że trasa ta jest zamknięta, a wstęp zabroniony. Jak widać zarówno my, jak i tłumy innych ludzi w ogóle się tym nie przejmowaliśmy 😉

Przerwa nr 296

Wspinaczka trwa około godziny. Spaliłam chyba wszystkie amerykańskie burgery, które zjadłam w San Francisco, jednak widok na szczycie zrekompensował wszystko!


Waimanalo beach 
– po niesamowicie wyczerpującej wspinaczce czas na odrobinę rozkoszy. W tym celu udaliśmy się na wschodnie wybrzeże, aby podziwiać najpiękniejsza na świecie piaszczystą plażę, z turkusową wodą i białym piaskiem. Zdecydowanie mniej zaludniona od Waikiki, stąd dodatkowy plus. Przez cały czas miałam wrażenie, że to złudzenie, a krajobraz ktoś namalował. Coś niesamowitego!

strój kąpielowy – Gina Tricot


Nu’uanu Pali Lookout 
– kolejny przepiękny punkt widokowy na Oahu. Nieopodal znajduje się Pali Puka, kolejne fantastyczne miejsce do idealnego zdjęcia na instagram, jednak tam nie udało nam się dotrzeć. Za chwilę przekonacie się dlaczego..
Większość najpiękniejszych atrakcji na Hawajach jest zakazanych, więc kolejna, wychwycona przez mnie w intagramowej wyszukiwarce była na czarnej liście. Trasa do magicznego miejsca wyglądała właśnie tak. W połowie drogi sięgnęliśmy po rozum do głowy i postanowiliśmy zawrócić 😉

Mąż wykazał się większą odwagą i wspiął się trochę wyżej. Jednak po moich błaganiach i krzykach w końcu zawrócił. A czy Ty znalazłeś już w buszu Bartka? 😉

Kuaola Ranch – typowo wiejska okolica, gdzie konno bądź samochodem trekingowym możemy udać się na całodniową wyprawę w najpiękniejsze doliny, dżungle, czy tropikalne ogrody. Niestety byliśmy ograniczeni czasowo, stąd nie skorzystaliśmy z tej atrakcji.

Kiedy już poczujecie głód koniecznie zróbcie sobie przerwę przy którymś z przydrożnych food trucków. Zdecydowanie różnią się od naszych europejskich, chociażby samym wystrojem i klimatem wokół. My zdecydowaliśmy się na kuchnię meksykańską.
Jeśli jednak macie ochotę skosztować słynnych krewetek z czosnkiem i masłem cytrynowym znajdziecie je na północnym wybrzeżu.

Po konsumpcji – powróciliśmy na tory. Spokojnie zmierzaliśmy w kierunku północnego i zachodniego wybrzeża. Naszą wyprawę zwieńczył Pearl Harbor, niestety dotarliśmy tam kilka minut po zamknięciu. Do nieudanych wypraw należał także Diamond Head, gdyż za każdym razem informowano nas o braku dostępnych miejsc parkingowych. Najlepiej wybrać się tam autobusem, który zabiera turystów z samego centrum Honolulu. Podobno najpiękniejszy widok na całą wyspę zobaczycie właśnie tam 😉

Kolejnego dnia udaliśmy się tylko do Manoa Falls Trail – nigdy nie przepadałam za wodospadami, stąd nawet ten na Hawajach specjalnie mnie nie oczarował. Jednak 30-minutowy spacer przez porośniętą zielenią dżunglą był fajną przygodą. Pomimo że trasa jest łatwa wygodne buty ułatwią Wam wędrówkę po śliskich kamieniach i zabłoconych ścieżkach.

Tym wpisem kończę naszą cudowną przygodę na Hawajach. Mam nadzieję, że zarówno tym jak i poprzednim wpisem choć trochę porwałam Was w to fantastyczne miejsce. Miesiąc miodowy na drugim końcu świata był fantastyczną decyzją. Cudowni ludzie, zapierające dech w piersiach widoki, idealna temperatura i ocean na wyciągnięcie ręki to coś o czym oboje od dawna marzyliśmy. Czas najwyższy przenieść się do ostatniego punktu naszego bajkowego honeymoon – Nowego Jorku. Zabieram się za selekcję zdjęć. Do następnego! 🙂