Ciąża i poród w Norwegii

Przyznam szczerze – nie planowałam żadnego wpisu podchodzącego pod kategorię maternity/pregnancy, jednak zasypaliście mnie wiadomościami, pytaniami o przebieg ciąży i porodu w Norwegii – stąd luźny wpis opisujący moje ostatnie 9 miesięcy na obczyźnie.

Na teście wyskakują dwie kreski i co dalej? Otóż w Norwegii do tematu podchodzi się bardzo luźno – według norweskich lekarzy ciąża do 12  tygodnia to nie ciąża, stąd na pierwszą wizytę najlepiej wybrać się po zakończonym 11 tygodniu. Całą ciążę  prowadzi lekarz ogólny równolegle z położną. Mamy prawo wyboru z czyjej pomocy będziemy korzystać (możemy też przyjąć obie usługi jednocześnie). Pierwsza wizyta ma charakter wywiadu/luźnej rozmowy (stan zdrowia, tryb życia, nałogi, choroby w rodzinie), Przeprowadzane jest badanie krwi i moczu, a także zapisywana waga wyjściowa.
Na kolejnej wizycie lekarz wysyła podanie do wybranego przez nas szpitala o miejsce na poród. Niekoniecznie musimy rodzić w najbliższym szpitalu, Norwegia daje nam prawo wyboru.
Dalsze, comiesięczne wizyty są w zasadzie bardzo podobne. Nie zawsze jednak pobierana jest krew. Pierwsze i w sumie ostatnie bezpłatne USG, jeżeli ciąża przebiega prawidłowo, odbywa się w 20 tygodniu, tzw. połówkowe. Przeprowadzane jest na oddziale wybranego przez nas szpitala. Wtedy ustalany jest przybliżony termin porodu.
Jak oceniają wielkość dziecka i ułożenie? Od mniej więcej 30 tygodnia położna mierzy brzuch oraz próbuje ustalić położenie za pomocą dotyku (macając brzuch, krótko mówiąc). A co z krzywą cukrową zapytacie? Otóż moja położna stwierdziła, że jestem za młoda i żadna cukrzyca ciążowa mnie nie złapie.

USG genetyczne, USG po 30 tygodniu – takie rzeczy nie mają tutaj miejsca.
To by było na tyle. Temat ciąży w Skandynawii wyczerpany. Przejdźmy zatem do samego porodu, który zdecydowanie wygrywa nad tymi przeprowadzanymi w Polsce (oczywiście nie mówię o prywatnych klinikach).
PORÓD
Kiedy rozpocznie się akcja porodowa nie wsiadamy w samochód i nie pędzimy na porodówkę. W pierwszej kolejności jesteśmy zobowiązani zadzwonić do szpitala i poinformować ich o sytuacji. Częstotliwość skurczy, czy odeszły wody płodowe, czy krwawimy itp.
„Proszę wziąć gorącą kąpiel, odpoczywać i przetelefonować, kiedy skurcze będą co 2 minuty” usłyszałam w sobotnią noc..
Z perspektywy czasu wcale nie neguję takiego podejścia, gdyż zdecydowanie bardziej „komfortowe” są skurcze we własnym domu niż na szpitalnym łóżku.
Jadąc do szpitala nie zabieramy ze sobą wielkiej torby podróżnej. Oprócz ciuszków dla malucha, klapków pod prysznic, ładowarki do telefonu i ewentualnie aparatu nie potrzebujemy nic więcej. Wszystkie akcesoria dla dzidziusia (pieluszki, pampersy, kocyki) oraz mamy (podkłady, podpaski, koszule nocne, płyny do kąpieli, laktatory) są zapewnione w szpitalu.
Każda kobieta kierowana jest na salę porodową do której wstęp ma tylko mąż i przydzielona odgórnie położna. W trakcie całego porodu nie zobaczyłam nikogo więcej. Było to dla mnie bardzo komfortowe. Położna niesamowicie pomocna, wspierała, pocieszała, a nawet przyniosła kawę z bufetu, abym mogła złapać trochę energii na ten najbardziej intensywny moment. Tuż obok sali porodowej znajdowała się stołówka, gdzie można było się udać o każdej porze dnia i nocy.
Zbawienny środek znieczulający o nazwie Epidural przysługuje każdej kobiecie. Nie trzeba o niego prosić, nie trzeba „wstrzelić się” w godziny pracy anestezjologa. Kiedy skurcze były naprawdę intensywne, a ja zwijałam się z bólu, położna sama zasugerowała, że już czas na Epidural 😉
Kiedy dziecko przyjchodzi na świat przekazywane jest w ramiona mamy i tak spędza pierwszą godzinę swojego życia. Położne w tym czasie opuszczają pokój i zostawiają rodziców samych, aby mogli nacieszyć się tymi niesamowitymi chwilami we troje.
Położne wracają z gratulacjami, tacą na której widnieje norweska flaga, lampka soku jabłkowego – forma toastu oraz przekąski dla mamy.
Ważenie, mierzenie odbywa się dokładnie w tym samym pokoju, stąd maluch podczas całego okresu hospitalizacji nie rozstaje się z mamą nawet na minutę. Wszystkie późniejsze badania przeprowadzane są tylko i wyłącznie w obecności rodziców. Noworodek nie jest kąpany w szpitalu, ten obowiązek należy do nas po powrocie do domu. Na życzenie rodziców pępowina przecinana jest w momencie ustania tętnienia. Bardzo duży nacisk kładzie się na kontakt mamy z dzieckiem ‚skin to skin’ oraz karmienie piersią już od pierwszych chwil życia.

Po kilku godzinach spędzonych na porodówce rodzice (jeżeli zdecydujemy się na pokój rodzinny) przewożeni są na salę poporodową.
Owa „sala poporodowa” wywołała lawinę pytań chwilę po tym jak wystawiłam pierwsze zdjęcie na instagram. Otóż tak, w Norwegii sala poporodowa to nic innego, jak hotel na naprawdę wysokim poziomie. Jedyny warunek, który musi być spełniony, aby się tam zakwalifikować to dobra kondycja mamy oraz noworodka po porodzie. Jeżeli jesteśmy w stanie same przejść do hotelu oddalonego kilka drzwi dalej, nie wystąpiły żadne komplikacje przy porodzie, otrzymujemy prywatny pokój z łazienką, łożem małżeńskim i telewizorem. Z kolei kiedy pojawiają się komplikacje pierwszą dobę musimy spędzić na klasycznym oddziale szpitalnym.

W owym hotelu obowiązują zupełnie inne zasady. Położne nie wchodzą do pokoju bez pytania, panuje tam niesamowita intymność, a gdy coś się dzieje wystarczy wykonać telefon i pomoc przychodzi błyskawicznie. Inna jest również forma wyżywienia -w postaci bufetu z nieograniczoną ilością kawy, herbaty oraz soków.
Czas hospitalizacji mamy i malucha wynosi trzy dni. Jeżeli mama czuje się na siłach, maluch rozwija się prawidłowo, a karmienie piersią zostało opanowane możemy poprosić o wypis następnego dnia po porodzie.
Jak wspominam poród? Cudownie! Czułam się naprawdę wyjątkowo. Jest to niesamowicie ważne przeżycie dla każdej kobiety, stąd położne dokładają wszelkich starań, aby przeżyć te chwile jak najlepiej (najmniej boleśnie). Gdyby można było wyciąć z tej kilkunastogodzinnej przygody ból, skurcze i wyczerpanie o których notabene już zapomniałam mogłabym rodzić po raz kolejny 😉

Na koniec kilka ciekawostek:

  • W Norwegii nie ma cesarki na życzenie. Jeżeli ciąża przebiega prawidłowo i nie ma przeciwskazań do porodu siłami natury możemy zapomnieć o cesarskim cięciu.
  • Otrzymanie zwolnienia od pierwszych tygodni ciąży, jeżeli nic nam nie dolega, a nasza praca nie zagraża dziecku, niemal graniczy z cudem.
  • Każdej ciężarnej przysługują tzw. babypakke, czyli darmowe wyprawki dla malucha. Po wcześniejszej rejestracji online można je otrzymać aż w 4 punktach. Sklepy spożywcze, apteka, sklep z akcesoriami dla dzieci. Paczki są naprawdę duże i z reguły zawierają pełnowymiarowe produkty, zresztą zobaczcie sami:

    Pampersów starczyło na ok. 1,5 tygodnia, a nawilżające pieluszki kupiłam dopiero w 2 tygodniu 😉

  • Po porodzie w hotelu może przebywać z nami mąż (oczywiście za dodatkową opłatą) Spotkaliśmy też całą rodzinę – mamę z noworodkiem i tatę ze starszym rodzeństwem. Starszak nie jest rozdzielony z mamą na czas przyjścia na świat rodzeństwa – jak dla mnie super pomysł 🙂
  • Macierzyński rozpoczyna się 3 tygodnie przez planowaną datą porodu. Po narodzinach tatuś otrzymuje 2 tygodnie płatnego bądź bezpłatnego (zależne od pracodawcy) tacierzyńskiego. Długość macierzyńskiego podobna jak w Polsce.

Pomimo wielu obaw i próśb ze strony rodziny o poród w kraju nie żałuję ani trochę podjętej decyzji. Tydzień spędzony w szpitalu wspominam z uśmiechem na twarzy i z wielkim sentymentem. Ciąża w Norwegii? Jesteśmy nauczeni innego systemu, chuchamy i dmuchamy na zimne, robimy milion badań, ale dzięki temu czujemy się pewniej i bezpieczniej, stąd ciążę prowadziłam również w Polsce (dla własnego spokoju :-)) Poród w Norwegii? Jak najbardziej polecam!